Darmowa wysyłka od 199 zł

Nie sprzedajemy miodowym oszustom. Czyli jak miód prawdziwy staje się fałszywy…

| Zaktualizowany: Bez kategorii nasz kodeks

W naszym Kodeksie Pasieki Dziarnina znajduje się zasada:

👉 „Nie sprzedajemy miodu do fabryk potentatów.”

To nie jest pusty slogan. To świadoma decyzja wynikająca z troski o zdrowie konsumentów, uczciwość wobec pszczół i poszanowanie pracy pszczelarzy. Dlaczego? Bo miód, który trafia do wielkich zakładów przetwórczych, bardzo często przestaje być tym, czym był w ulu – żywym, bogatym w składniki odżywcze pokarmem.

Jak działa przemysł miodowy?

Wielkie „fabryki miodu” skupują miód od pszczelarzy – często bardzo dobry, naturalny i wartościowy. Ale zanim taki miód trafi do sklepu, przechodzi procesy, które mają jeden cel: obniżyć koszty i zwiększyć zysk potentata.

1. „Odsiewanie” pyłku – jak ukrywa się pochodzenie miodu

Jedną z najczęstszych metod jest filtrowanie miodu pod wysokim ciśnieniem. Usuwa się z niego jak najwięcej ziaren pyłku kwiatowego – tego samego, które świadczy o autentycznym pochodzeniu miodu i jego wartości odżywczej.

Po co to robią?

bo pyłek zdradza prawdę – z jakich roślin i z jakiego kraju pochodzi miód,

bez pyłku analiza palinologiczna (pylkowa) staje się bezużyteczna,

taki „oczyszczony” miód można później dowolnie mieszać.

Następnie dodaje się do niego niewielką ilość polskiego miodu bogatego w pyłek, aby przy badaniu laboratoryjnym wykazać obecność roślin występujących w Polsce. Efekt? Na etykiecie pojawia się dumny napis:

„mieszanka miodów z UE i spoza UE”.

A w rzeczywistości udział polskiego miodu może być symboliczny, a większość pochodzi z taniego importu np. z Chin czy Ameryki Południowej.

2. Rozcieńczanie i mieszanie dla „standaryzacji”

W miodzie naturalnym każdy słoik jest trochę inny – inna barwa, gęstość, tempo krystalizacji. To piękno natury.

Ale dla przemysłu taka zmienność to problem. Dlatego miód jest mieszany w ogromnych kadziach, aż powstaje jednorodna masa o uśrednionym smaku, zapachu i barwie.

Jeszcze dalej idą praktyki rozcieńczania – dodawania syropów glukozowo–fruktozowych lub innych wypełniaczy. Dzięki temu z jednej tony miodu można „wyprodukować” znacznie więcej „towaru”.

3. Balansowanie na granicy norm

Prawo wyznacza granice parametrów miodu, np.:

zawartość wody – maks. 20%,

zawartość sacharozy – maks. 5%.

W naturalnym miodzie te wartości są różne: raz wody jest 16%, raz 18%, sacharoza może być bardzo niska. To zależy od pożytku i warunków w pasiece.

W miodzie przemysłowym?

Zawsze blisko maksimum.

woda – 19–19,9%,

sacharoza – 4,8–5%.

Dlaczego? Bo dzięki temu można „rozciągnąć” miód, uzyskać większą objętość i zarobić więcej.

Taki produkt spełnia minimum prawne, ale traci swoją naturalną zmienność i bogactwo. To jak porównywać wino z małej winnicy z taśmowym winem kartonowym – oba są „winem”, ale tylko jedno ma duszę.

Co traci konsument?

1. Składniki odżywcze – wraz z pyłkiem znika część witamin, enzymów i minerałów.

2. Autentyczność – nie wiadomo, skąd naprawdę pochodzi miód i z jakich roślin został zebrany.

3. Bezpieczeństwo – miód przemysłowy może być zafałszowany syropami, które obciążają organizm i nie mają żadnej wartości prozdrowotnej.

4. Smak i aromat – staje się płaski, uśredniony, pozbawiony charakteru danego pożytku.

Dlatego my mówimy: NIE

Nie sprzedajemy naszego miodu do fabryk i nie wspieramy miodowych potentatów. Każdy słoik, który trafia z naszej pasieki do klienta, jest taki, jak stworzyły go pszczoły – nieprzetworzony, niefałszowany, bogaty w naturalne składniki i unikalny smak.

Bo miód to nie produkt „standaryzowany”. To dar natury.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *